...zbyt wysokiego muru nie przeskoczysz, ale zawsze możesz zrobić podkop...
Zaraz po wf-ie, który był ostatnią lekcją pojechałam autobusem do szpitala. A propo wf-u. Ten wuefista to niejaki Bartek Kurek, student trzeciego roku AWF na naszej rzeszowskiej uczelni. Został przyjęty do pracy troche wcześniej niż Maciek, bo Grabski dostał tę pracę po obronie licencjatu a Bartek dopiero będzie go bronił.
Do szpitala dotarłam po 10minutach. Szybko odnalazłam właściwy oddział i w recepcji zapytałam o pacjenta.
- Przepraszam gdzie znajdę pacjenta Macieja Grabskiego ? -spytałam.
- To ten pan z białaczką ?
- Tak ten.
- Przykro mi, ale spóźniła się pani. Pan Maciej zmarł pół godziny temu.
Co ? Jak to ? Mój Maciek nie żyje ? Mój przyjaciel i nauczyciel nie żyje ? To niemożliwe !
- Naprawdę. Nie można kłamać w takich sprawach. Bardzo mi przykro.- odrzekła pielęgniarka.
Cofnęłam się i usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. I wtedy zaczęły mi się przypominać wspólnie spędzone chwile. Te w których się kłóciliśmy o byle co i o te ważniejsze rzeczy, ale też te wesołe pełne szczęscia momenty. Nasze wycieczki. Moja mina gdy zobaczyłam go na hali i gdy usłyszałam, że będzie mnie uczył wf-u. Teraz już nie będe miała się komu wyżalić i komu podokuczać. Nie będzie już naszych wspólnych wypadów na górkę w zimę. Wtedy zachowywaliśmy się jak dzieci z przedszkola. Zjeżdżaliśmy na sankach piszcząc i śmiejąc się.
I w pewnym momencie przypomniała mi się piosenka, która mi zaśpiewał zaraz po tym jak wyznał mi że jest chory. Jest to piosenka zespołu The Pretneders „I’ll stand by you”. Po cichutku zaczęłam ją nucić.
Siedziałabym tam nie wiadomo ile, gdyby nie Bartek, który także przyjechał zobaczyć co z Maćkiem.
- Ej Maja co się stało ? Co z Maćkiem ?- kucnął przede mną i położył mi swoje dłonie na moich kolanach,
- Maciek..on..on nie żyje. – i znów zaniosłam się szlochem. Bartkowi także łzy pojawiły się w oczach. Po chwili objął mnie, przysunął do siebie, przytulił i pozwolił się wypłakać. W sumie to oboje płakaliśmy na tym szpitalnym korytarzu. Po jakimś czasie Bartek ochłonął i przemówił.
- Chodź odwioze Cię do domu. Musisz odpocząć.
Podał mi rękę bym mogła wstać. Po 45 mintach jazdy wysiadłam przed bramą prowadzącą do mojego domu.
- Dziękuje panu za wszystko. Nie wiem kiedy bym stamtąd wyszła.
- Nie ma sprawy. Idź teraz do domu weź gorącą kąpiel i odpocznij, dobrze Ci to zrobi.
- Tak zrobię.- uśmiechnęłam się.
- To do zobaczenia jutro.
- Do widzenia.
Bartek odjechał a ja weszłam do pustego domu. Rodzice w pracy, więc mam trochę wolnego czasu dla siebie. Wzięłam gorącą długą kąpiel a potem położyłam się na łóżku i zaczęłam znów płakać.
Dwa dni po śmierci Grabskiego odbył się pogrzeb. Uczestniczyła w nim cała szkoła a także najbliżsi, rodzina i przyjaciele.
W poniedziałek wstawiłam się w szkole. Żałobę nosiłam mimo, że się na mnie co niektórzy dziwnie patrzyli bo noszę żałobę po nauczycielu, lecz oni nie wiedzą kim on był dla mnie. Lekcje ciągnęły mi się niemiłosiernie jednakże najgorzej było z lekcją wf-u. Gdy weszłam na halę czekałam aż w drzwiach pojawi się uśmiechnięta postać Maćka i jego pomocnika Bartka. Nie wiem czy to było już z przyzwyczajenia czy tylko nadzieja, że to co się wydarzyło w ostatnim czasie było tylko złym snem ? Jednak to było przyzwyczajenie, bo w drzwiach ukazał się tylko Bartek.
- Cześć dziewczyny. Jak samopoczucie ?
- A jakie ma być ? – odpowiedziała ponuro Kamila.
- Wiem dziewczyny, że wam ciężko ale uwierzcie mnie także. Lecz życie toczy się dalej a Maciek i tak będzie z nami. – położył dłoń na sercu – o tu, w naszych sercach. Więc postarajcie się choć trochę rozluźnić. Ilona-zwrócił się do dziewczyny stojącej na początku szergu- poprowadź rozgrzewkę. A ciebie Maja poproszę na chwilę do siebie.
Dziewczyny zaczęły rozgrzewkę a ja podeszłam do trenera.
- Słucham .
- Jak się czujesz ? Wiem, że Maciek był dla ciebie bliską osobą i martwię się o ciebie .
- Jest…ciężko. Nie mogę się pogodzić z myślą, że już nie zobaczę jego twarzy, nie usłyszę jego głosu, jego fałszu gdy śpiewa.
- Słuchaj Maja postaraj się znaleźć w tym jaką drugą stronę medalu. Jest ci ciężko po stracie przyjaciela to może zorganizuj jakąś akademię ku pamięci Maćka. Bo nie przeskoczysz zbyt wysokiego muru, ale zawsze możesz go podkopać, więc jeśli choć trochę ci to pomoże uporać się z tą tragedią to zorganizuj takie coś. Na mnie zawsze możesz liczyć.
- Dziękuje za miłe słow. Obiecuje że to przemyśle i dam panu znać co postanowiłam. A teraz wracam do rozgrzewki.
- Okej, wracaj.- uśmiechnął się.
Długo myślałam nad słowami „nowego” i muszę przyznać, że to chyba bardzo dobry pomysł z taką akademią. Moje rozmyślania przerwała mama wołając mnie na kolacje.
- Jutro przyjedzie do nas Krzysiek z narzeczoną, chcą nas zaprosić na ślub. Będą około 19.- poinformowała mama siedząc już przy stole.
- Fajnie- burknęłam.- Od razu was informuje, że ja odmówię z racji żałoby po Maćku.
-Ale…- już mama chciała się sprzeciwić.
- Nie mamo. Nie pójdę na to wesele. Przeprosze jutro Krzyśka i Asię i powiem im dlaczego odmawiam. Oni zrozumieją. – po posiłku wróciłam do swojego pokoju gdzie po kąpieli oddałam się w ręce Morfeusza.
Do szpitala dotarłam po 10minutach. Szybko odnalazłam właściwy oddział i w recepcji zapytałam o pacjenta.
- Przepraszam gdzie znajdę pacjenta Macieja Grabskiego ? -spytałam.
- To ten pan z białaczką ?
- Tak ten.
- Przykro mi, ale spóźniła się pani. Pan Maciej zmarł pół godziny temu.
Co ? Jak to ? Mój Maciek nie żyje ? Mój przyjaciel i nauczyciel nie żyje ? To niemożliwe !
- Naprawdę. Nie można kłamać w takich sprawach. Bardzo mi przykro.- odrzekła pielęgniarka.
Cofnęłam się i usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. I wtedy zaczęły mi się przypominać wspólnie spędzone chwile. Te w których się kłóciliśmy o byle co i o te ważniejsze rzeczy, ale też te wesołe pełne szczęscia momenty. Nasze wycieczki. Moja mina gdy zobaczyłam go na hali i gdy usłyszałam, że będzie mnie uczył wf-u. Teraz już nie będe miała się komu wyżalić i komu podokuczać. Nie będzie już naszych wspólnych wypadów na górkę w zimę. Wtedy zachowywaliśmy się jak dzieci z przedszkola. Zjeżdżaliśmy na sankach piszcząc i śmiejąc się.
I w pewnym momencie przypomniała mi się piosenka, która mi zaśpiewał zaraz po tym jak wyznał mi że jest chory. Jest to piosenka zespołu The Pretneders „I’ll stand by you”. Po cichutku zaczęłam ją nucić.
Siedziałabym tam nie wiadomo ile, gdyby nie Bartek, który także przyjechał zobaczyć co z Maćkiem.
- Ej Maja co się stało ? Co z Maćkiem ?- kucnął przede mną i położył mi swoje dłonie na moich kolanach,
- Maciek..on..on nie żyje. – i znów zaniosłam się szlochem. Bartkowi także łzy pojawiły się w oczach. Po chwili objął mnie, przysunął do siebie, przytulił i pozwolił się wypłakać. W sumie to oboje płakaliśmy na tym szpitalnym korytarzu. Po jakimś czasie Bartek ochłonął i przemówił.
- Chodź odwioze Cię do domu. Musisz odpocząć.
Podał mi rękę bym mogła wstać. Po 45 mintach jazdy wysiadłam przed bramą prowadzącą do mojego domu.
- Dziękuje panu za wszystko. Nie wiem kiedy bym stamtąd wyszła.
- Nie ma sprawy. Idź teraz do domu weź gorącą kąpiel i odpocznij, dobrze Ci to zrobi.
- Tak zrobię.- uśmiechnęłam się.
- To do zobaczenia jutro.
- Do widzenia.
Bartek odjechał a ja weszłam do pustego domu. Rodzice w pracy, więc mam trochę wolnego czasu dla siebie. Wzięłam gorącą długą kąpiel a potem położyłam się na łóżku i zaczęłam znów płakać.
Dwa dni po śmierci Grabskiego odbył się pogrzeb. Uczestniczyła w nim cała szkoła a także najbliżsi, rodzina i przyjaciele.
W poniedziałek wstawiłam się w szkole. Żałobę nosiłam mimo, że się na mnie co niektórzy dziwnie patrzyli bo noszę żałobę po nauczycielu, lecz oni nie wiedzą kim on był dla mnie. Lekcje ciągnęły mi się niemiłosiernie jednakże najgorzej było z lekcją wf-u. Gdy weszłam na halę czekałam aż w drzwiach pojawi się uśmiechnięta postać Maćka i jego pomocnika Bartka. Nie wiem czy to było już z przyzwyczajenia czy tylko nadzieja, że to co się wydarzyło w ostatnim czasie było tylko złym snem ? Jednak to było przyzwyczajenie, bo w drzwiach ukazał się tylko Bartek.
- Cześć dziewczyny. Jak samopoczucie ?
- A jakie ma być ? – odpowiedziała ponuro Kamila.
- Wiem dziewczyny, że wam ciężko ale uwierzcie mnie także. Lecz życie toczy się dalej a Maciek i tak będzie z nami. – położył dłoń na sercu – o tu, w naszych sercach. Więc postarajcie się choć trochę rozluźnić. Ilona-zwrócił się do dziewczyny stojącej na początku szergu- poprowadź rozgrzewkę. A ciebie Maja poproszę na chwilę do siebie.
Dziewczyny zaczęły rozgrzewkę a ja podeszłam do trenera.
- Słucham .
- Jak się czujesz ? Wiem, że Maciek był dla ciebie bliską osobą i martwię się o ciebie .
- Jest…ciężko. Nie mogę się pogodzić z myślą, że już nie zobaczę jego twarzy, nie usłyszę jego głosu, jego fałszu gdy śpiewa.
- Słuchaj Maja postaraj się znaleźć w tym jaką drugą stronę medalu. Jest ci ciężko po stracie przyjaciela to może zorganizuj jakąś akademię ku pamięci Maćka. Bo nie przeskoczysz zbyt wysokiego muru, ale zawsze możesz go podkopać, więc jeśli choć trochę ci to pomoże uporać się z tą tragedią to zorganizuj takie coś. Na mnie zawsze możesz liczyć.
- Dziękuje za miłe słow. Obiecuje że to przemyśle i dam panu znać co postanowiłam. A teraz wracam do rozgrzewki.
- Okej, wracaj.- uśmiechnął się.
Długo myślałam nad słowami „nowego” i muszę przyznać, że to chyba bardzo dobry pomysł z taką akademią. Moje rozmyślania przerwała mama wołając mnie na kolacje.
- Jutro przyjedzie do nas Krzysiek z narzeczoną, chcą nas zaprosić na ślub. Będą około 19.- poinformowała mama siedząc już przy stole.
- Fajnie- burknęłam.- Od razu was informuje, że ja odmówię z racji żałoby po Maćku.
-Ale…- już mama chciała się sprzeciwić.
- Nie mamo. Nie pójdę na to wesele. Przeprosze jutro Krzyśka i Asię i powiem im dlaczego odmawiam. Oni zrozumieją. – po posiłku wróciłam do swojego pokoju gdzie po kąpieli oddałam się w ręce Morfeusza.
Jest kolejny post. Na razie mam pomysł na tą historię więc wstawiam kolejne epizody
Liczę, że ktoś jednak się pojawi i będzie czytał te moje wypociny.
Także do następnego
Bye.!
Liczę, że ktoś jednak się pojawi i będzie czytał te moje wypociny.
Także do następnego
Bye.!
Komentarze
Prześlij komentarz